Gałgał

Nie zgadzam się z teorią, jakoby dzieci winny rodzić się z instrukcją obsługi, żeby nowo mianowanym rodzicom co nieco ułatwić. Nie zgadzam się, ponieważ obsługa dziecka jest bardziej łatwa niż trudna, całkiem nawet przyjemna i w dużej mierze opiera się na tym co podpowiada nam intuicja. Zatem instrukcja obsługi nie. Ale na miły bóg (!), mógłby ktoś wpaść na pomysł dorzucenia do pakietu słownika! Pół dnia dzisiaj zajęło mi rozwikłanie zagadki co też takiego komunikuje mi Potomek. Ponieważ poczucie obowiązku, trochę sumienie i szczypta matczynej miłości nie pozwalają mi na puszczanie mimo uszu werbalnych osiągnięć mojego dziecka – męczyłam się niemożebnie, próbując dociec, co to do cholery jest „gałgał”. Widać było, że oważ rzecz dla młodego nie pozostaje bez znaczenia, budzi w nim emocje i prowokuje entuzjazm. Angażował się w komunikat całym sobą, tym bardziej pogłębiając moje męki wynikające z braku zrozumienia. PÓŁ DNIA upłynęło mi pod znakiem przeklętego „gałgała”, mojej pogłębiającej się nerwicy i kiełkującej wątpliwości czyje to dziecko.. Uratowało mnie niepedagogiczne narzędzie rodzicielskiej walki o wolność – znaczy telewizor, w którym to jakiś pan gdzieś tam podążał na traktorze. Moje dziecko zoczywszy ten sielski obrazek zagotowało się z radości, wskazało na scenkę rodzajową i z nieskrywaną satysfakcją wywrzeszczało owego „gałgała”.. I tym właśnie sposobem, po godzinach nieopisanej męki dowiedziałam się, że „gałgał” to traktor. Ze słownikiem byłoby łatwiej :/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


dziewięć + = 13

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>